Chcąc, czy nie chcąc od kilku lat seria Assassin's Creed jest tasiemcem na miarę takich serii, jak Call of Duty, Need For Speed, gdzie kolejne części są wypluwane co roku na rynek lub jak to ma miejsce w przypadku tej właśnie serii częściej. Często powoduje to spadek jakości produktu, liczne niedopracowania i wiele innych dość przykrych incydentów. Czy kolejna odsłona tego tasiemca jest sukcesem i czy powinni zagrać w nią fani, jak i nowi gracze? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w recenzji Assassin's Creed: Unity.
Po średniowiecznych klimatach wypraw krzyżowych, renesansowych republik włoskich, barwnego Konstantynopolu, narodzinach Stanów Zjednoczonych i żeglug pirackich dostaliśmy się w tym roku do rewolucyjnej Francji, gdzie liczba głów gilotynowanych codziennie układa się w stosy, a tłumy na ulicach buntują się przeciwko panującej monarchii. W tych okolicznościach poznajemy niejakiego Arno, jako jeszcze dziecko, które zostało dotknięte rodzinną tragedią. Następnym okresem z jego życia są już lata, gdy jest przystojnym młodzieńcem przypominającym charakterem młodego Ezio Auditore da Firenze. Poprzez nieoczekiwany splot wydarzeń zostaje on wmieszany w konflikt pomiędzy Asasynami a Templariuszami i cała akcja gry zaczyna się od tego momentu toczyć już normalnym tempem. Podczas rozwoju fabuły, tak jak w poprzednich osłonach naszym głównym zadaniem jest zlikwidować naszych wrogów. Twórcy w tej części chcieli też przedstawić obydwie grupy trochę w innym świetle tzn. Templariuszy, którzy nie zawsze są źli i Asasynów mylących się w swoich osądach, co często doprowadzało do buntu głównego bohatera. Sama historia nie jest niestety poprowadzona za ciekawie, co powoduje iż pod koniec gry tak naprawdę klepiemy kolejne wspomnienia by móc zobaczyć finał tych perypetii i wątku miłosnego przewijającego się przez całą fabułę. Wątek współczesności został najbardziej wykastrowany i w mojej opinii można byłoby go całkowicie pominąć. Moim zdaniem pomysł jest absurdalny, gdyż gramy graczem grającym w grę na "dekoderze Polsatu" i sprowadza się do wykonywania misji szczelin.
Ponieważ jest to sandbox, to tak naprawdę powinniśmy dostać jakieś terytorium do eksploracji wypełnionym po brzegi elementami do zbierania, czy też kończenia. Tak też się dzieje, gdyż do dyspozycji zostały oddane Paryż i Wersal. Oczywiście jak to na wielką piaskownicę przystało, nie mogło zabraknąć różnej maści znajdziek, których w tej części jest bardzo dużo, co może w pierwszej chwili przytłoczyć i zdenerwować, gdyż do czasu aktualizacji część z nich można było zdobyć w momencie, kiedy wykonaliśmy zadanie w aplikacji przeznaczonej dla tabletów. Moim zdaniem jest zagranie czysto idiotyczne, chociaż gorsze jest to co tam umieszczono, a mianowicie minigierki znane z podstawowych gier takie, jak zabawa z glyfami, czy też wysyłanie asasynów z naszego zakonu na misje. Coś co stanowiło, część gry stało się teraz osobnym elementem aplikacji, w które nie będzie dane zagrać wielu graczom. Chwalona przez twórców katedra Notre Dame i rozmach w jakim ją tworzono, niestety nie przekłada się na ilość rzeczy, które mamy do wykonania w tej świątyni, a o misjach na wzór znajdowania grobowców znanych z Assassin's Creed 2 możemy zapomnieć. Misje poboczne to niestety bardzo słaby element gry, gdyż tak na dobrą sprawę nie są one ciekawe, a często strasznie monotonne, jak np. śledztwa, czy paryskie opowieści.
Do dyspozycji graczy tak jak w poprzednich częściach została oddana możliwość rozwoju budowli, tym razem Cafe Theatre oraz rozwijania siatki klubów rozsianych po całym mieście. Rozwijany może też być ekwipunek gracza oraz jego umiejętności, które są kupowane za różnego rodzaju punkty i pieniądze zdobywane podczas misji w trybie jednoosobowym i wieloosobowym.
Kolejnym elementem jest tryb wieloosobowy, który przeszedł największą metamorfozę. Z gry został wycięty całkowicie element zmagań pomiędzy graczami i został zastąpiony trybem kooperacyjnym, gdzie wykonujemy zlecenia kradzieży, bądź też misje, w których trzeba wykonać ściśle określone zadanie. W misjach tych możemy zdobyć pieniądze, ekwipunek, bądź też punkty przydatne do rozwoju umiejętności postaci gracza.
Graficznie gra prezentuje się wybitnie, szczególnie na landscape'ach, lecz tylko w momencie gdy mamy świt lub zachód słońca i w dodatku pogodny dzień. W przeciwnym razie jesteśmy uraczeni nie za ładną grafiką cofającą nas do czasu PlayStation 2. Za minus można uznać brak zmiennego trybu dnia i nocy, a właściwie prawie całkowite wycięcie nocy z gry, gdyż możemy być nią uraczeni, tylko podczas misji fabularnych. Liczba błędów, z jakimi miałem okazję się spotkać jest niestety zatrważająca. Nie umiem do tej chwili się nadziwić, iż wyszły one wraz z grą i pomimo łatania gry od czasu premiery nadal nie jest ona w pełni grywalna. Animacja potrafi chrupnąć porządnie, Arno czasami blokuje się pomiędzy obiektami uniemożliwiając kontynuację gry, co mogliście zobaczyć podczas mojego streamu z tej gry oraz wielu błędów podczas wykonywania misji, bądź też spotykając się z przemieszczaniem się protagonisty o kilka metrów dalej w przeciągu sekundy. Pod względem dźwiękowym gra trzyma poziom, niektóre motywy trochę zmodyfikowane możemy bardzo szybko poznać i stanowią miły akcent gry.
Assassin's Creed: Unity miało szansę stać się grą bardzo dobrą, lecz poprzez liczne błędy, mało ciekawą fabułę oraz wycinanie wielu elementów z podstawowej wersji gry i dodawanie ich do aplikacji na urządzenia mobilne, tak na prawdę spowodowało, iż gra rozczarowuje. Przejście gry nie powoduje, iż chce się do niej wracać ponownie, nie wspominając już o calakowaniu. Nie polecam fanom serii, bo mogą się zawieść, nie polecam nowym użytkownikom, gdyż mogą się zniechęcić.





