
Podczas prowadzenia bloga miałem okazję pisać o przeróżnych odsłonach serii Need For Speed. Jedne były lepsze, inne gorsze, natomiast dzisiaj przyszła pora na część, która zapadła w pamięci niejednego gracza i stanowi pewien wzorzec, do którego przyrównuje się każdą następną odsłonę. Need For Speed: Underground po wcześniejszych pozycjach z serii stanowił w pewnym sensie odświeżenie marki, gdzie nie ścigaliśmy się już z policjantami, czy też ścigali się na zamkniętych torach, lecz przenieśliśmy się do świata wyjętego z filmów Szybcy i wściekli.
Półświatek do którego wkraczaliśmy w grze składał się z nielegalnie organizowanych imprez po zmroku, gdzie każdy ścigający się posiadał bardziej wypasioną brykę, w której montowano lepsze podzespoły zwiększające możliwości na torze (SIlnik, Hamulec, Turbo, Nitro, etc). Oprócz tego można było dopieścić nasz wóz pod względem wizualnym dodając spojlery, neony zderzaki, wyloty i wiele wiele innych części oraz zmianę kolorów, wzorków, dzięki czemu mogliśmy stworzyć wizualnie furę swoich marzeń. Tuning w grze był wymagany do przejścia głównego trybu gry, informując nas co jakiś czas, że jest potrzebny tuning samochodu.
Zdecydowanie warto zagrać w tą część serii by móc zobaczyć udane dzieło studia BlackBox, które z biegiem lat straciło swoją renomę. Warto dla samego gameplayu, który przykuje każdego gracza do konsoli, bądź też komputera na długie godziny, w towarzystwie dobrej jak na tamte czasy grafice i świetnym soundtrackiem.

