Przejdź do głównej zawartości

Poznaj ducha rywalizacji na każdym zakręcie w grze DriveClub

Studio Evolution nie ma szczęścia do premier własnych gier. Poprzednia została zakłócona przez kataklizm w Japonii, tym razem też nie obyło się bez problemów, Obiecywana była wersja PlayStation Plus, która po wielu miesiącach w końcu została wydana. Wcześniej wielokrotnie przekładana premiera oraz na końcu po wydaniu gry jeszcze problemy z serwerami. Po wielu perturbacjach jednak tytuł stał się jednak grywalny i co najważniejsze można było wreszcie doświadczyć przyjemności płynącej z jazdy.


Tym razem po dość szalonych wyścigach w czasach apokalipsy z ostatniej odsłony Motorstorm: Apocalypse przenosimy się na klasyczne tory wyścigowe, które zlokalizowane zostały w kilku miejscach na świecie. Podczas przechodzenia podstawowej wersji odwiedzamy ośnieżoną scenerię górską w Norwegii, Kanadzie, trochę bardziej piaszczyste Chile, tropikalne Indie, cz też zielone tereny w Szkocji oraz wiele wiele innych, które możemy dostać w ramach dodatków DLC. Żeby nie było tak monotonnie, to każda z miejscówek zawiera wiele wariantów tras oraz posiada dość zmienny tryb pogody oraz pory dnia. Zupełnie inaczej prezentuje się trasa, na której świeci słońce, inaczej gdy jest ogromna ulewa, bądź też przyjdzie nam gnać na złamanie karku po zmroku.


W trybie Tour mamy do wyboru różne eventy, w których zdobywamy gwiazdki, za wykonywanie przeróżnego rodzaju wyzwań. Nie zawsze istnieje konieczność ukończenia wyścigu na pierwszym miejscu. Aby móc odblokować nowe eventy musimy jedynie powiększać liczbę gwiazdek. Wśród trybów rozgrywki znalazły się tradycyjne wyścigi torowe, gdzie jeździmy w kółko i naszym celem jest dojechać do mety, wyścigi z punktu A do punktu B, zawody driftowe, time attacki oraz mistrzostwa. Każdy wyścig potrafi być naprawdę wymagający pomimo dość zręcznościowego sterowania pojazdem. W trakcie gry możemy wykonywać wyzwania naszych znajomych, bądź też sami wyzywać ich na pojedynek np. jazdy według linii, z jak największą prędkością, czy też wykonując bardzo dobrze punktowany drift. Nasi przeciwnicy nie są tacy łaskawi dla nas i potrafią się bić do ostatnich metrów o jak najlepszy wynik.


Co ważne w tej grze mamy jeszcze dostępny system zdobywania nowych poziomów, który wraz z postępem pozwala nam uzyskać dostęp do nowych samochodów, nowych malowań. Poziom nie tyczy się samego kierowcy, ale również marki samochodów, poszczególnych wyzwań, czy też tras. 


Jak wiadomo w grze najważniejszym elementem jest tryb sieciowy, dzięki któremu możemy tworzyć własne kluby ze znajomymi, zdobywać specjalne punkty sławy, przygotować własny herb, własne barwy, rzucać wyzwania rywalom i brać udział w specjalnych eventach, gdzie zmierzymy się z innymi teamami. Naturalnie za zdobywanie kolejnych poziomów klubu dostaniemy dodatkowe samochody do swojej kolekcji oraz elementy malowania i wzory. Dzięki trybowi sieciowemu możemy ścigać się w zwykłych wyścigach, pojedynkować się na czas, czy też najlepszy wynik driftowy.


Pod względem oprawy wizualnej gra prezentuje się bardzo dobrze. Wrażenie jednak robi w momencie, kiedy zapadnie zmrok lub rozpęta się wielka ulewa. Te kałuże, krople deszczu oraz karoseria samochodów, na której się własnie osadziły pokazują, jak gry wyścigowe powinny wyglądać na konsolach nowej generacji. Jeśli chodzi o dźwięki, to ryk silników nie pozostawia złudzeń, jaka gra na PlayStation 4 jest póki co najlepsza, natomiast jeżeli chodzi o muzykę, to podczas jazdy można było już ją zaimplementować, ale póki co mówi się trudno i pędzi się dalej. Gameplay jest na tyle dobry, że ani się nie obejrzymy a zdobędziemy 30 poziom doświadczenia, a po każdym wyścigu chce się ścigać więcej i więcej. 


Cóż zgrzeszyłbym, gdybym nie polecił DriveClub'a, jeśli macie znajomych, z którymi możecie zagrać bierzcie w ciemno, zapewni wam to kupę radochy na długie godziny, natomiast i dla tych co cenią sobie samotne jazdy coś się znajdzie, aczkolwiek nie zobaczą wtedy pełni potencjału, który drzemie w tej grze. W to trzeba zagrać, szczególnie że na rynku gier wyścigowych panuje póki co posucha.