Przejdź do głównej zawartości

Sieciowa zabawa w policjantów i złodziei w grze Battlefield Hardline



Po średnio udanej czwórce, porzuciłem swoje zainteresowanie serią Battlefield. Nie interesowały mnie zamknięte, ani otwarte wersje beta gry, wszelakie pomyje wylewane na niedopracowania wczesnego kodu, czy też rozpływanie się nad genialnością tytułu. W pewnym momencie jednak, już po premierze gry, zdecydowałem się dać tej odsłonie szansę. W tym tekście wspomnę tylko o trybie wieloosobowym, w którym spędziłem już dobrych kilka godzin, natomiast wrażenia z wersji dla jednego gracza opiszę szerzej w recenzji gry.


Tą część w przeciwieństwie do swoich poprzedników stworzyło studio Visceral Games znane wszystkim graczom ze swojej serii survival-horrorowej serii Dead Space. W Hardline nie mamy do czynienia z kolejną rozpierduchą wojenną na wielką skalę, nie mamy zapierających dech w piersiach widoków, wielkiego placu bitewnego. Tym razem twórcy postanawiają nas przenieść do klimatów rodem z takich seriali, jak CSI: Miami, czy też NCIS: Los Angeles. 


W trybie multiplayer naturalnie możemy stanąć po jednej z dwóch stron konfliktu, czyli po stronie policji lub złodziei. Każda z tych stron posiada osobne menu do rozwijania broni i umiejętności, co powoduje konieczność kupowania wszelakich zawartości podwójnie. Może to frustrować, bądź też nie w zależności jak do tej gry podchodzimy. Każdy z dodatków lub umiejętności zdobywamy kupując za kasę zdobywaną w trakcie zmagań sieciowych. Ta zaś jest nabijana za różnego rodzaju akcje, więc tak naprawdę grając często jesteśmy w stanie sobie pozwolić na wykup różnego maści perków. Mamy dostępne cztery klasy postaci, to jest operator (odpowiedni medyka), mechanik (odpowiednik inżyniera), szturmowiec i specjalista (czyli snajper).


Sieciowe rozgrywki można podzielić na kilka kategorii rozpoczynając od klasycznego team deathmatchu, w którym może zagrać nawet 64 graczy, poprzez podbój, czyli capture the flag, napad, w którym musimy dokonać napadu na skarbiec oraz uciec z placu boju, krwawa forsa, gdzie należy uzbierać jak najwięcej pieniędzy, przenosząc z jednego miejsca do swojej ciężarówki, bądź też kradnąc forsę przeciwnikowi, który może zrobić z naszą kasą to samo, fucha, czyli przejęcie samochodu i jazda nim po całej mapie, dzięki której ubywają przeciwnikom punkty, na ratunek, w którym musimy uwolnić zakładników oraz na celowniku, gdzie ochrania się VIPa. W przypadku dwóch ostatnich trybów, każdy z graczy ma tylko jedno życie. Każdy z trybów rozgrywany jest na dużo mniejszych mapach w porównaniu do tych, które znane są z poprzednich odsłon. Wzrosła również szybkość gry, która przypomina teraz bardziej tą znaną z serii Call of Duty. 


Póki co na ten moment gra mi się wyśmienicie, chociaż z początku ciężko było się przestawić do większej rozpierduchy na ekranie, gdyż rozmiar, jak i dynamiczność akcji wzrosła znacząco, co nieraz prowadzi do frustracji, a czasem powoduje zaciesz na twarzy. Zdecydowanie w oparciu o samą rozgrywkę sieciową pragnę ją polecić wszystkim fanom CoDa, którym znudziły się te futurystyczne klimaty i chcieliby dokonać swego rodzaju skok w bok. Jak będzie z trybem jednoosobowym? Czas pokaże.