Seria Uncharted powinna być znana każdemu posiadaczowi konsoli Sony. Wielka przygoda trzymająca w napięciu od początku do końca, humor, zapierające dech w piersiach widoki i odkrywanie tajemnic dawnych cywilizacji. Tym razem przyszła pora na przenośną odsłonę, która przenosi nas do dżungli w Panamie, gdzie musimy odkryć tajemnicę sprzed kilku wieków.
Tym razem przez całą część Nathan Drake będzie starał się pomóc Marisie Chase odnaleźć jej zaginionego dziadka. Podczas całej przygody muszą się zmierzyć z zastępami wrogów dowodzonych przez generała Guerro, który chce wejść w posiadanie skarbu. Nie zabrakło w przygodzie dobrze znanego Sully'ego i momentu zdrady ze strony Dantego, który namawia nas na wyprawę. Ponieważ jest to prequel nie spotkamy tutaj Chloe i Eleny. Sully i Nate i ich relacje wypadają jak zwykle zabawnie i nie ma tutaj obniżki formy w stosunku do części z dużych konsol. W przypadku nowych postaci jedynie generał Guerro zdaje się jako tako trzymać poziom, co do reszty na tle innych pobocznych postaci wypadają słabo.
Tym razem akcja gry toczy się tylko i wyłącznie w dżungli i w ruinach pradawnych świątyń. Lokacje te zostały wypełnione po brzegi różnego rodzaju znajdźkami. Pokuszono się tutaj o większą różnorodność dając nam standardowe skarby oraz dodatkowe np. glify, czy rzeźby. Dodano również dodatkowe aktywności, które również możemy uznać za znajdźki. Dotykowy ekran wykorzystywany jest w chwili, gdy chcemy odrysować węglem na kartce różne wzory naskalne. W kilku miejscach można wykonać dodatkowo zdjęcia, dla których należy ustawić odpowiednio aparat fotograficzny. Aktywności jest sporo i to one wzbogacają naszą fabułę.
Fabuła nie stoi na tak wysokim poziomie, jak przyzwyczaiło wszystkich graczy Naughty Dog. Gra składa się w znacznej części ze zmagań z wrogami i wydawać się może że spychają niejednokrotnie historię na dalszy plan. Finał całej przygody również nie pozostawia takiego poczucia spełnienia, jak w większych odsłonach, natomiast nie oznacza to że cała historia jest zła, ma pewne przebłyski i jest dobra, ale po prostu nie wybija się ponad przeciętność. Słabo zostały rozwinięte historie postaci, słabo przedstawiono historię tego co wydarzyło się przed kilkoma wiekami.
W przypadku broni mamy tutaj dostęp do tego samego arsenału, co zawsze. Ponieważ konsola umożliwia sterowanie dotykowe, to też nie mogło zabraknąć ich dobrego i złego wykorzystania. Uncharted: Złota Otchłań z całą pewnością jest demem technologicznym, pokazującym potencjał tkwiący w konsoli. Bardzo dobrze sprawdzają się panele dotykowe, gdy musimy przeładować broń, czy też wspinać się po skale. Gorzej sprawuje się, kiedy trzeba odchylać konsolę lub wyskakują nam QTE podczas walk lub gdy chcemy dostać się do znajdźki.
Graficznie gra wyciska ostatnie soki z PlayStation Vita, gry wyglądającej tak ładnie ze świecą szukać na tym handheldzie. Czasami Niektóre widoki zapierają dech w piersiach, chociaż widać kilka uproszczeń ze względu na ograniczenia sprzętowe. Ścieżka dźwiękowa to znane motywy muzyczne znane z innych odsłon serii. Pomimo sporadycznych spadków klatek i wielu elementów będących słabością Złotej Otchłani, to nadal gra się bardzo dobrze.
Uncharted: Złota Otchłań to pozycja obowiązkowa na PlayStation Vita. Sporo godzin świetnej przygody, zmagań z wrogami, odkrywania zagadek, pięknych widoków i znanej i lubianej ścieżki dźwiękowej. Może razić wiele nieprzemyślanych mechanik zaimplementowanych oraz średnia fabuła, ale nie ma lepszego umilacza czasu na ten sprzęt.





